Powieść w odcinkach o życiu bombajskiej ulicy. Rozdział 1 – Zwierzęta

 

Krowy

Tak. Rzeczywiście krowy są elementem miejskiego krajobrazu. Niby nic specjalnego – w Gruzji na przykład też jest ich pełno. Jednak tutaj przebywają w naprawdę absurdalnych miejscach. Nie, że jakaś boczna, mniejsza uliczka, nie, że jakiś stragan z warzywami do kompletu. Nie. Krowa stoi  przy głównej ulicy, w tym całym ryku klaksonów,  najlepiej pod eleganckim sklepem albo hotelem, ewentualnie na środku 4 pasmówki szybkiego ruchu. Krowa zawsze stoi spokojnie i ma wszystko w dupie.

Psy

Wszystkie psy uliczne są takie same, różnią się tylko umaszczeniem. To nie ta różnorodność kundli co w Polsce. Te bombajskie są bardzo spokojne i szczekają od wielkiego dzwonu. Wyjątkiem jest nasz pies – kogut  który punkt 6:30 wydaje z siebie 5 szczeknięć, budząc tym cały budynek, po czym przez resztę dnia siedzi zblazowany przed drzwiami. Bo musicie wiedzieć, że psy przynależą do budynków. Zarówno mieszkalnych, jak i handlowych. Są przyjaciółmi odźwiernych i obserwują okolicę. Ich ulubione miejsca na drzemkę (w pozycji kłębka lub rozciągniętej): środek chodnika, wejście do sklepu, miejsce pod okienkiem biletowym na dworcu, tam gdzie ustawia się kolejka – czyli cały dziki tłum, który wali po bilety musi tego psa przekraczać, obchodzić albo przeskakiwać, co nikomu nie przeszkadza, ani tłumowi ani psu. Obok tych ulicznych występują psy domowe – kaprys bogatych Hindusów – wyprowadzane na spacery przez maidow*. Spacer najczęściej wyglada tak, że maid gada z drugim maidem a pies siedzi. W związku z tym wszystkie psy domowe są otyłe. Pół biedy kiedy taki tryb życia prowadzi mops. Niestety w Bombaju widuje się także syberyjskie husky…

Koty

Koty są jakieś takie małe i niemrawe. W porównaniu do do europejskich kolegów wydają się znacznie mniej pewne siebie i mniej wredne. Podobnie jak inne uliczne zwierzęta, prezentują stoickie podejście do życia.

Szczury

No cóż. Są. Na ulicy widziałam tylko jednego. Na stacji, między torami – więcej. Duże. Jedyny raz, kiedy naprawdę obawiałam się spotkania z nimi, był wtedy, kiedy monsunowa ulewa w ciągu godziny zrobiła z naszej ulicy rzekę, a ja musiałam wrócić do domu w brązowej wodzie po kolana. W takich przypadkach podobno nie wszystkie szczurki są na tyle szybkie, żeby się w porę uratować. Na szczęście wtedy udało mi się nie napotkać ani nie nadepnąć na nic wątpliwego.

Małpy

W Bombaju małpę można spotkać w pociągu. Jest to małpa służąca do zarobku, na smyczy, ubezwłasnowolniona i tresowana. Przykry widok.

Miejscem, gdzie zobaczysz je na wolności jest Park Narodowy imienia Gandhiego – ponad 100 km2 dżungli w samym środku miasta, przez którą biegnie kilka asfaltowych dróg oraz znajdują się udostępnione do zwiedzania starożytne buddyjskie jaskinie. Tam też małp jest mnóstwo, są niezwykle pewne siebie i lepiej nawet na nie nie patrzeć, bo taka nawet za ciekawskie spojrzenie, gotowa jest rzucić się na ciebie i użreć. Wszelkie napoje i przekąski też lepiej spożywać z dala od nich.

Wiewiórki

Są prążkowane i mieszkają w parku naprzeciwko. W ogóle się nie boją i wyglądają bardzo słodko ale podobno roznoszą jakieś straszliwe choroby.

Koleżanki –

czyli, w nomenklaturze Magdy, wrony. Prawie tak bezczelne jak małpy. Głośno skrzeczące. Wielkie. Wszędzie ich pełno. Strzelają kupami w locie z taką samą nienawiścią i precyzją jak  gołębie w Krakowie. Żrą wszystko, w tym padlinę i czasem coś im się upuści. Tobie pod nogi. Ich zaletą jest to, że nie wiją gniazd i nie składają jajek na balkonach i gzymsach (albo ja o tym jeszcze nie wiem) dzięki czemu nienawidzę ich trochę mniej niż krakowskich gołębi. Natomiast bombajskich gołębi jest mało i  są całkowicie przyćmione przez wrony w związku z czym nie będę im poświęcać osobnego akapitu.

Owady, robaki etc.

Nie ma co się rozpisywać. Wiadomo, że są i to w dużych ilościach. Nasze bliskie kontakty  z karaluchami opisałam już poprzednio. Podobno często można się na nie natknąć także w pociągu. Komarów jest pełno i są wyjątkowo zdradzieckie, bo NIE BZYCZĄ!  Podobno nocne roznoszą dengę a dziennie malarię. Spoko.

W czasie monsunu do naszego mieszkania wlatywały też wielkie ważki zachowujące się jak pijane helikoptery.

W Nasiku, niedaleko Bombaju widziałyśmy bardzo fajnego żuczka. Wkleję Wam zdjęcie.

Magda mówi, że w lipcu, na początku monsunu, po powrocie do domu z dwudniowego wyjazdu, zastała w łazience dwie pijawki rozmiaru pomrówa wielkiego a innym razem jakieś glisty. Cóż. Mnie pewnie też czekają takie cuda. Pająki są w europejskiej normie, jeśli idzie o wielkość. Przynajmniej w naszej ekskluzywnej dzielni.

To chyba tyle o zwierzętach. (Czemu ja w ogóle zaczęłam od zwierząt?) W kolejnych odcinkach przeczytacie o indyjskim „Jubilacie“, o mieszkaniu na ulicy, o zapachach, o materacach na schodach i o klubach dla dżentelmenów jak z „Pożegnania z Afryką”.

Cdn…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s