Co lubię w Indiach

img_3119
Dworzec Wiktorii z okna taksówki

Mieszkam w Indiach już pół roku, więc może czas na jakieś podsumowanie?

Przyzwyczajałam się ponad 4 miesiące. W życiu się nie spodziewałam, że tyle mi to zajmie. Ja przecież taka wyga podróżnicza, gdzie to ja nie byłam i jakich street foodów nie jadłam! Zaaklimatyzuję się w dwa tygodnie!

Jednak Indie, niczym stara matrona o nalanej twarzy, w mieniącym się jaskrawymi kolorami sari, z fałdami tłuszczu wylewającymi się po bokach, rozciągnęła usta w szerokim, pobłażliwym uśmiechu i powiedziała: Nie tak prędko, złotko…

No rzeczywiście nie tak prędko.

W każdym razie,  już przynajmniej wiem, co lubię, czego nie lubię i teraz będzie o tym.

Lubię psy śpiące słodko jak dzieci na środku zatłoczonych bombajskich ulic i chodników. W tym całym wyciu klaksonów i totalnym chaosie. Lubię ich bezgraniczną ufność w to, że nikt na nie nie nadepnie, nikt nie przepędzi, nikt nie uzna, że zawadzają, i że co w to w ogóle ma znaczyć, pies leży na środku przejścia, przecież wszyscy się spieszą a tu trzeba tego kundla obchodzić, przeskakiwać, a w ogóle to czemu on nie jest na smyczy i w kagańcu?!

Lubię indyjski Jubilat, czyli Sklep ze Wszystkim – jak ochrzciła go Magda – który ma urok starego dobrego domu towarowego, gdzie ekspedienci znają się na swoim fachu i gdzie wśród ciasno rozstawionych regałów znaleźć można najbardziej absurdalne rzeczy. Od Jubilata odróżnia go liczba obsługi (milion!, prawie sami panowie) i system kupowania. Załóżmy, że chcę nabyć deskę do krojenia. Idę więc do regału z deskami. Tam stoi pan, specjalista od desek. Pan doradzi, opowie o deskach, każdą z osobna zademonstruje. Kiedy już wybierzesz, pan wypisze ci bloczek z którym udasz się do kasy. Tam, u kolejnego pana, siedzącego za szybką, dokonujesz płatności i tam też czeka już na ciebie twoja deska zapakowana w siatkę w kwiatki z napisem „Amarsons’. Ja nigdy nie wiem, jakim cudem te artykuły już zawsze czekają! Teleportują je chyba. Aha! Zapomniałabym, że przy wyjściu jeszcze jednemu panu okazujesz paragon a on zamaszystym ruchem przybija pieczątkę! Zatwierdzone! Zakup się powiódł!

Jeśli już jesteśmy przy sklepach, to podoba mi się też fakt, że można dostać tahinę w papierniczym.

Lubię czerwone autobusy.  Większość ma numery tylko w hindi. Czekam ostatnio na przystanku. Jedzie coś. Zanim zdążyłam odwrócić głowę w stronę stojącego obok faceta, żeby zadać pytanie, powiedział znudzonym głosem: Seventy seven. Where do you wanna go?

Lubię to, że przez cały autobus biegnie sznureczek, na którego końcu, nad głową kierowcy, wisi dzwonek. I za pomocą tego systemu sygnalizuje się chęć wysiadania.

Lubię fakt, że nie ma drzwi. Wsiadasz kiedy chcesz, wysiadasz kiedy chcesz. Na światłach, w korku, jak umiesz w biegu, to możesz nawet w biegu. Czy to nie jest piękne?

Lubię pana sprzedającego dymiące orzeszki. Ma taką wielką michę zawieszoną na szelkach i w niej swoje specjały. Stoi pod Sklepem ze Wszystkim i zachwala: „Garam, garam!“ (Gorące!) A uśmiecha się przy tym tak, że każdy lód by stopniał. Mijam go prawie codziennie w drodze z pracy i wydaje mi się, że z każdym dniem uśmiecha się bardziej. Oczywiście do mnie najpiękniej. A przynajmniej chcę w to wierzyć.

Lubię w ogóle sprzedawców ze straganów na mojej stałej trasie do fundacji. Wystarczy raz u nich kupić i już ci machają, uśmiechają się, pozdrawiają, mówią „Heloł Madam“.  Od razu samotność w wielkim mieście staje się mniej uciążliwa.

Lubię mieszkać blisko morza. Lubię wiatr i mały parczek z kamiennymi ławkami,  pełen palm, krzewów z różowymi kwiatkami i prążkowanych wiewiórek. Parczek jest nad samą wodą i w ciągu dnia bywa oazą spokoju. Swoją drogą, mieszkanie nad morzem to w Bombaju luksus, co znajduje odzwierciedlenie w cenach czynszów. Moje lokum – dwa pokoje z kuchnią i salonem, standard przeciętny –  kosztuje około 2 tysiące dolarów miesięcznie.

Lubię tradycyjne stroje. Lubię patrzeć na Hinduski w sari. Jakie one są kobiece i dostojne zarazem! Nasze europejskie ciuchy zdają mi się toporne przy tych pasach materiału tak doskonale udrapowanych na ciele. Bardzo podobają mi się też tradycyjne stroje męskie – niestety na ulicy nie uświadczysz. Wkładają je tylko od święta. A szkoda, bo te długie kurty w mocnych kolorach i sztywne marynarki ze stójkami są moim zdaniem super seksowne!

Lubię moich uczniów. Lubię ich niewinność, serca na dłoni i szacunek do nauczyciela. Ciężko mi się będzie z nimi rozstać.

Lubię moją power jogę. Lubię nauczyciela – sadystę i to, jak śmiesznie zaciąga, kiedy wydaje komendy. (Nie da się tego opisać. Jak wrócę – zademonstruję!) Lubię jak moja grupa śpiewa Om. Lubię też luz podczas zajęć. To, że wszyscy stękają i jęczą, gdy jest ciężko i nikt się nie wstydzi. Nie ma konkursu na to, kto bardziej rozciągnięty w uduchowieniu i uduchowiony w rozciągnięciu.

W ogóle lubię to, że Hindusi są luźni. Nie wstydzą się niewiedzy, słabości, emocji. Nie znają sarkazmu. (Aspirująca klasa średnia udaje, że zna, ale jak przychodzi co do czego, to raczej z tym kiepsko…)

Lubię fakt, że w Indiach zawsze i wszędzie, bez obciachu mogę sobie zrobić selfie.

Lubię to, że do nieznajomych mówi się wujku, ciociu, bracie, siostro. I lubię brzmienia tych słów: baja, cziaczia, didi…

Lubię taką sytuację. Walentynki. Wracam zmęczona z pracy. Zaczepia mnie znany mi mieszkaniec ulicy, u którego czasem kupuję jakieś habyrdzie przepłacając niemiłosiernie, ale przecież to na jedzenie dla dzieci, wiadomo. Jako, że Walentynki to ten dwa razy bardziej podekscytowany niż zwykle, wciska mi jakieś zdechłe róże i drze się: Łan fifti, łan fifti! Mówię, że dziś nie (ja w Walentynki w ogóle najczęściej mam doła). Ten: Okej, handred, handred! Powtarzam, że dziś nie, opędzam się jak od muchy, nie zwalniam kroku, ale on ciągle przy mnie skacze. W końcu wyciąga jedną różę z bukietu. Ja na niego spode łba a on wyszczerza zęby w uśmiechu i mówi: No many, tejk.

cdn.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s