Czego w Indiach nie lubię

1. Hałasu

Największym źródłem frustracji są klaksony. Bywają dni, kiedy wydaje mi się, że to pipczenie mnie już nie rusza. Że weszłam na wyższy poziom rozwoju duchowego i patrzę na indyjską rzeczywistość ze stoicyzmem i miłością. A potem jedzie taki radosny młodzian na motorku i trąbnie mi prosto do ucha. Wyższy poziom rozwoju duchowego natychmiastowo diabli biorą, a ja drę się po polsku: No i czego tak trąbisz, debilu???! Albo jakieś gorsze rzeczy…

Podobno zdarzają się też maszyniści z ciężką ręką. Znajomi mówili, że nie zmrużyli oka w nocnym pociągu, bo prowadzący lokomotywę miał fantazję wyć swoją  syreną przez całą noc. Zupełnie mnie to nie dziwi.

Ale nie chodzi tylko o klaksony. Cisza przeraża większość Hindusów. W autobusie dalekobieżnym należy rozerwać pasażerów filmem i upewnić się, że volume jest na maksa, w knajpie z kawą i piwem, gdzie ludzie przychodzą pogadać – zapodać dudniący bit (taki, że wibruje ci wątroba) i musisz wrzeszczeć do osoby siedzącej 5 cm od ciebie, na plażę dobrze zabrać telefonik, który będzie cały czas grał jakąś fajną muzyczkę z Bollywoodu i umilał czas wszystkim dookoła.

2. Powszechnej potrzeby wycyckania białego

Nieważne czy jesteś rikszarzem, sprzedawcą bananów czy konduktorem. Biały to turysta, który sra kasą i należy go wycyckać. Przyjmuje to czasem – jak zresztą w wielu miejscach w Azji – formy oficjalne typu: wstęp do Qutub Minar* w Delhi dla Hindusa – 30 rupii, dla białego – 500. Przyjmuje także formy nieoficjalne-kuriozalne. Kiedyś w Jaipurze, wchodzę z Magdą do drogerii kupić papier toaletowy. Drogeria ładna, schludna, błyszcząca, nie żaden tam bazar, nie spodziewamy się więc problemów. Sprzedawca podaje rolkę i rzecze:

– 150 rupii (9 zł).

Na to my wybuchamy śmiechem i mówimy:

– Panie, mieszkamy w Indiach, wiemy, że najdroższa srajtaśma chodzi za 50. Nie wygłupiaj się pan, tylko dawaj za normalną cenę.

Na to on napompował się jak balon po czym wybucha:

– Ale to nie jest zwyczajny papier! To jest doskonały papier! 4 warstwowy, miękki jak jedwab, jedna rolka 100 metrów!

My: – Nie wciskaj nam kitu! Albo dajesz za normalną cenę, albo wychodzimy.

On (mrugając porozumiewawczo): – Ok, ok, łan handred!

My: – Nara.

On (w panice): – Okej, okej! Dont goł!

Zawracamy spod drzwi.

On (z nadzieją w głosie): – 80?

Musiałyśmy drugi raz ruszyć do wyjścia, żeby sprzedał nam za 50. Kiedy płaciłyśmy za naszą drogocenną srajtaśmę, pan rzekł z czarującym uśmiechem:

– A mam jeszcze takie śliczne parasoleczki! Może się Panie skuszą? Speszyl prajz for ju!

Szczególnymi specjalistami w cyckaniu są taksówkarze: udają, że nie wiedzą gdzie jechać, jadą okrężną drogą wmawiając ci, że na najkrótszej jest mega korek, odmawiają włączenia taksometru (swoją drogą Bombaj jest jedynym miastem w Indiach, gdzie w ogóle coś takiego funkcjonuje) albo – moje ulubione –  z uniżonym uśmiechem włączają taksometr a potem on jakoś tak dziwnie szybko chodzi, że na trasie, za którą zawsze płacisz 100 rupii, nabija ci 300. Generalnie więc biały w Indiach, o ile rzeczywiście nie sra kasą i mu wszystko jedno, traci gros swojej energii życiowej na pozostawaniu w ciągłej gotowości do walki i powtarzaniu, jak mantry: Ne dać się wycyckać!

3. Traktowania białego jak pana

No i to właśnie są Indie z tymi swoimi paradoksami. Z jednej strony, ze względu na kolor skóry wszyscy chcą cię zrobić w buca, z drugiej – ze względu na ten sam kolor skóry dostajesz różne niezasłużone przywileje. Wcześniej cię obsłużą w knajpie, będą milsi w sklepie, ustąpią ci miejsca w pociągu, przyjmą w banku poza kolejką, kupią herbatę na dworcu. Jako biała kobieta masz od razu + 1000 punktów do atrakcyjności w oczach każdego Hindusa. (I +1000 punktów do nienawiści w oczach Hindusek).

4. Śmieci i brudu

P1140974
foto. Magda Sas

Indie są śmietnikiem. To znana prawda, więc nie będę się rozpisywać. Nie przyzwyczaiłam się do tego przez 9 miesięcy i nie przyzwyczaję. Jest to straszne, przerażające i smutne.

IMG_1730
Tak, to jest to, co myślicie

5. Biurokracji

Na przykład mój bank – doskonała sceneria katastroficznego filmu science fiction, modelowa sytuacja kafkowska. Wszędzie walają się papiery, teczki, pieczątki. Zakurzone wentylatory i światło jarzeniówek. W tych pięknych okolicznościach, na stanowiskach za szybką, siedzą majestatycznie, niczym bogowie, Pracownicy Banku. Przy stanowiskach kłębi się zawsze tłum petentów. O kolejce zapomnij. Jeśli w końcu dopchasz się do okienka, już jesteś szczęśliwy, jakbyś wygrał los na loterii. Jeśli – co rzadkie – zostaniesz zaszczycony kontaktem wzrokowym Pracownika Banku, będzie to wzrok zblazowany, wyrażający zdanie: Po co ten idiota tu przyszedł?

Pracownicy Banku nie trudzą się mówieniem po angielsku, komunikują się z klientem monosylabami lub pomrukami, ewentualnie znudzonym gestem ręki. Jeśli chcesz wykonać  Poważną Operację Finansową (np. przelew) lub Uzyskać Ważną Informację (dlaczego nie mogę się zalogować do bankowości internetowej) przygotuj się na wypełnienie przynajmniej 3 formularzy i napisanie podania.

Wypełniasz więc 4 strony maczkiem, połowy nie rozumiesz, ale starasz się zapełnić jak najwięcej rubryczek, żeby dobrze wyglądało, w końcu dumny zanosisz do okienka i myślisz, że to już koniec. Nikt nawet nie spojrzy na Twoje dzieło, natomiast okazuje się, że jest potrzebna kopia Twojej pan karty*  (pan informuję o tym dwoma nienawistnymi charknięciami: ‘pancard’ ‘zerox’) i musisz zapylać do najbliższego papierniczego, bo w banku nie ma kserokopiarki, idziesz, czekasz w kolejce, kserujesz, wracasz zadowolony a pan z okienka, z absolutnie niewzruszonym wyrazem twarzy  rzuca: ‘visa’ ‘zerox’ ‘also need’

IMG_3348
FRRO czyli urząd rejestracji obcokrajowców

6. Głupoty

Wiadomo – dużo ludzi to i głupota bardziej rzuca się w oczy. Mam wrażenie, że niektóre jej odmiany to gatunki typowo indyjskie. Będzie o tym w osobnym wpisie.

7. Hinduskich absztyfikantów, którzy piszą do Ciebie w ten sposób:

There? (znaczenie: Are you there?)

H r u?

Lets meet tmrw

Wat say?

If yes lemme knw

Just u n me

I m more thn ur frnd

I knw

U r taking it all wrong

Thnxs

(Nie, oni nie mają 15 lat)

O hinduskich absztyfikantach będzie jeszcze osobny wpis.

Poza tym nie lubię:

karaluchów,

gumowego chleba,

bogatych Hindusów, rozmawiających między sobą po angielsku („bo hindi to język plebsu”),

traktowania biednego/z niższej kasty jak śmiecia,

braku szacunku do pracy,

kup na chodniku,

wilgoci —> grzyb!,

oraz tego, że nie ma takiej sytuacji społecznej, w której Hindusowi przyszłoby do głowy wyciszyć telefon. Lekcja jogi, koncert muzyki klasycznej, ceremonia ślubna – bankowo będzie dzwonić!

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Czego w Indiach nie lubię

  1. Można by zamienić Indie na Chiny i w znacznej części by pasowało, z włączoną komórką podczas sesji jogi na czele. A fragment: „dużo ludzi, to i głupota bardziej rzuca się w oczy” made my day:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s